Ukraina decentralizację stawia wśród priorytetowych reform wprowadzanych po 2014 roku (zob. Strategia Zrównoważonego Rozwoju „Ukraina 2020”). W „Państwowej Strategii Rozwoju Regionalnego na okres do 2020 roku” nazywa się reformę samorządową warunkiem efektywności rządzenia. Takie są deklaracje… Z wielu publicznych wypowiedzi ukraińskich polityków wynika, że polską reformę samorządową uważa się za wzór dla Ukrainy. Na ile polskie doświadczenie jest przydatne na Ukrainie? Na ile działa w praktyce? Inny jest punkt wyjścia. Twórcy polskiej samorządności na poziomie gminnym nie mieli problemu z granicami samorządów. Ok. 2500 polskich gmin otrzymało w 1990 roku kompetencje stosowne do ich potencjału i związane z tym finanse. Na Ukrainie od biedy dałoby się to zastosować w odniesieniu do miast. Gromady (ukraiński odpowiednik polskich gmin) wiejskie są wielkości naszych sołectw, było ich na początku reformy ponad 13 tysięcy, co więcej granice gromad przenikają się wzajemnie, enklawa jednej gromady może leżeć całkowicie na terenie sąsiedniej… Wymyślono rozwiązanie – powiedzmy – mocno kontrowersyjne, choć pozornie bardzo demokratyczne: dobrowolne łączenie się gromad. Pomysł wywołał szereg sporów lokalnych, gromady łączą się nieraz mało racjonalnie, głównym motywem bywają czysto ludzkie sympatie i antypatie, a nie logika zarządzania czy tworzącego się w łączeniu potencjału. Proces konsolidacji gromad toczy się więc od lutego 2015 roku bardzo wolno, końca nie widać, choć jest ostatnio pewne przyspieszenie. W tej dziedzinie – dzisiaj kluczowej dla ukraińskiej samorządności – możemy wspomóc jedynie przez koncentrację na współpracy z gromadami, które zdecydowały się połączyć. Jakie wobec tego polskie doświadczenia mogą być na Ukrainie przydatne? Warto spojrzeć na to zagadnienie w czterech sferach: motywy i proces wprowadzania zmian, prawo samorządowe, funkcjonowanie samorządu i społeczeństwo obywatelskie jako fundament samorządności. We wszystkich tych sferach polskie doświadczenie okazuje się na Ukrainie przydatne i nierzadko wykorzystywane. Po pierwsze motywacja: Ukraińcy z szacunkiem podkreślają, że ta reforma nam się udała, przyniosła widoczne efekty i warto ją wprowadzać także na Ukrainie. Chcą ją wdrażać, bo skoro Polakom się udało, to dlaczego nie Ukraińcom? Polskie prawo samorządowe jest rzeczywiście wzorcem dla ukraińskich autorów reformy. Sam pomysł łączenia gromad ma źródło w idei, by ukraińskie gromady były w stanie udźwignąć zadania podobne do tych, które realizują polskie gminy. Gromady po połączeniu mają podobne do gminnych kompetencje i wymiana doświadczeń między prawodawcami z obu krajów jest bardzo przydatna. Szczególnie ważne i przydatne dla strony ukraińskiej są polskie doświadczenia w codziennym funkcjonowaniu samorządu, rozwiązywaniu konkretnych problemów w sferze infrastruktury, zarządzania podległymi placówkami i instytucjami, finansowania inwestycji infrastrukturalnych, wyboru priorytetów i praktycznego wykorzystania wdrażanych rozwiązań. Merowie, wójtowie, dyrektorzy szkół i przedsiębiorstw komunalnych podczas wizyt studyjnych zasypują nas pytaniami, fotografują każdy szczegół. A zaobserwowane pomysły często widzimy wdrożone w zaprzyjaźnionych gromadach. Najtrudniej jest z budową społeczeństwa obywatelskiego. Ukraińcy z jednej strony narzekają na swój narodowy „mentalitet”, z drugiej polskie doświadczenia uważają za nierealne, nie mające szans na Ukrainie. Warto wszakże wykazać upór: po wielu wdrożonych projektach polsko-ukraińskich okazuje się, że mogą powstawać na Ukrainie kluby dialogu obywatelskiego, które oddolnie inspirują działania samorządowe, mogą funkcjonować wioski tematyczne. Projekty realizowane od ćwierćwiecza przez polskich i ukraińskich partnerów (w tym kilkadziesiąt zrealizowanych przez Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej) nie idą na marne. Polskie doświadczenie przystaje do potrzeb ukraińskich. I działa. Przemysław Fenrych