8 marca 2015 to nie tylko Dzień Kobiet – w tym roku mija dokładnie ćwierć wieku od uchwalenia ustawy, która po latach komunizmu radykalnie zmieniła ustrój Polski. Wielu twierdzi, że to najbardziej udana z polskich reform, że zmieniła polskie społeczeństwo, które stało się bardziej obywatelskie, że zmieniła nawet krajobraz Polski, która zarządzana lokalnie przez lokalnych gospodarzy nie muszących się oglądać na „górę” po prostu wyładniała. Mowa oczywiście o ustawie o samorządzie gminy, którą z inicjatywy Senatu RP błyskawicznie (zaledwie pół roku prac parlamentarnych) uchwalił polski Sejm. Niestety, tej rocznicy nie dożył główny architekt reformy – profesor Jerzy Regulski. Zmarł 12 lutego 2015 roku, a 19 lutego został pochowany na Powązkach. Mszy św. pogrzebowej w intencji Zmarłego przewodniczył nuncjusz apostolski w Polsce Celestino Migliore. Przemawiał Prezydent RP Bronisław Komorowski i b. Prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień.

Jednym z wielu dzieł Profesora – niezbędnym dla wprowadzenia reformy samorządowej – było założenie w 1989 roku Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej. Od początku aż do śmierci był jej prezesem. Pracuję w Fundacji od 1991 roku, zatem niemal od początku istnienia. Profesor był zatem moim szefem, w niejednej dyskusji z jego udziałem uczestniczyłem, a ponieważ godził się także na uczestnictwo w projektach, których byłem inicjatorem, miałem okazję go lepiej poznać. Życiorysy Profesora można teraz bez trudu znaleźć w Internecie. Nie będę się zatem powtarzał – czuję jednak potrzebę kilku słów osobistego wspomnienia. Mam poczucie, że jestem mu to winien – samorządność w Polsce i Fundacja stworzyły mi przestrzeń, w której można i warto było sensownie działać.

Profesor był z wykształcenia budowlańcem i urbanistą. W swoich wspomnieniach z czasów, gdy bywał kierownikiem budowy wspomina jaką frajdę sprawiały mu obliczenia konstrukcyjne, poszukiwanie kluczowych punktów oparcia budowli. Tych, które powodują, że budynek stoi stabilnie. Podobnych punktów szukał przygotowując reformę samorządową: co jest niezbędne, by samorząd był realnie samorządem, by organizował lokalną aktywność ludzi, by sprzyjał rozwojowi? Niezbędne jest prawo – samorząd musi być autonomiczny w ramach prawa. Zwierzchnikiem dla burmistrza jest wyłącznie jego elektorat, a nie premier, prezydent lub partia. Burmistrz sam sobie dobiera współpracowników, a ci podlegają tylko jemu. Autonomia oznacza także, że gmina ma osobowość prawną, majątek komunalny i finanse niezależne od politycznej woli kogokolwiek z zewnątrz. Te kluczowe punkty są dzisiaj oczywistością – przed 25 laty były rewolucją. Ale prawo nie wystarczy, nie zacznie działać jeśli nie będzie ludzi umiejących je wdrażać. Trzeba było zmienić mentalność – w gminach początkowo wciąż czekano na wytyczne z Warszawy. Zmiana mentalności nie może być zadaniem tych, którzy kształcili w czasach PRL pracowników administracji lokalnej. Zbyt mocno tkwią w starych koleinach. Dlatego Profesor, namówiony do tego przez córkę Joannę założył z kilkoma parlamentarzystami Fundację Rozwoju Demokracji Lokalnej. To był strzał w dziesiątkę. Organizacja obywatelska, nie rządowa, kształci kadry samorządowe. Mam zaszczyt w tym uczestniczyć.

Punkty kluczowe to jedno, ale troska o szczegół to drugie. Wydaliśmy w Szczecinie książkę w języku białoruskim o budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Z dumą pokazałem ją Profesorowi. Popatrzył na okładkę – były tam na niebieskim tle kontury Europy, na nich europejski wieniec z gwiazd. Stolice państw były zaznaczone kropkami. Profesor dopatrzył się, że Budapeszt zaznaczony jest nie kropką, tylko gwiazdką. Dlaczego?! Co to znaczy?! Zobacz – teraz wartość książki może zniknąć za dyskusjami o jakiejś bezsensownej gwiazdce! Dało mi to do myślenia… Profesorze – dziękuję za kluczowe punkty oparcia i za szczególiki.

Przemysław Fenrych

(felieton opublikowany w szczecińskim dodatku do "Niedzieli" z 8 marca 2015 roku)